Podróże · 12 min czytania

63 kraje: czego nauczyłem się o sobie

Nie piszę tu o atrakcjach. Piszę o tym, jak wieloletnie podróżowanie zmieniło mój sposób myślenia, podejście do pieniędzy, relacji i celu.

Mateusz PileckiCEO MKM Labs · 63/195
PodróżeŻycie

Liczba 63 brzmi jak osiągnięcie. Przez długi czas sam tak ją traktowałem: jak punkty na pasku postępu w grze, która nigdy się nie kończy. Dziś, kiedy ktoś pyta mnie ile widziałem krajów, najpierw milknę na dwie sekundy. Nie dlatego, że nie pamiętam. Dlatego, że odpowiedź przestała być ważna. Ten tekst jest o tym, co się faktycznie zmieniło: nie w moim paszporcie, tylko w głowie.

Skąd ta cyfra i dlaczego przestaje być ważna

Pierwszy wyjazd za granicę bez rodziców (Berlin, 2010, miałem 21 lat), 200 euro w portfelu i plecak z Decathlonu. Trasa przez Niemcy, Czechy, Austrię. Liczyłem wtedy każdy kraj jak trofeum. Wracając, narysowałem w kajecie listę. Tych dziewięć pierwszych stemplowanych granic dało mi więcej dopaminy niż kolejne pięćdziesiąt razem wzięte.

Przez pierwsze lata cyfra rosła szybko. Eurobus, tanie linie, plecak w kabinie. Potem zacząłem jeździć dalej: Azja, Ameryka Południowa, Afryka zachodnia. Liczyłem wszystko: kraje, miasta, granice. Kolekcjonowałem stemple jak znaczki Panini.

Przełom przyszedł w Gruzji, gdzieś w okolicach Kazbegi, w czerwcu 2022. Rozmawiałem z Holendrem, który miał w paszporcie 120 krajów i powiedział wprost, że od 80-tego przestał cokolwiek pamiętać. To zdanie mnie zmroziło. Zrozumiałem, że jeśli dalej będę gonił za cyfrą, skończę jak on, z kolekcją, której sam nie rozumiem.

Mit "podróże otwierają umysł": co faktycznie się zmieniło

Najbardziej znienawidzony frazes turystów. Otwierają, ale nie w taki sposób, jak to sprzedają influencerzy. Nie dostałem nagle superpowerów empatii po zobaczeniu slumsów w Mumbaju. Nie stałem się bardziej tolerancyjny po dwóch tygodniach w Maroku. To nie działa tak liniowo.

Zmieniło się coś innego. Nauczyłem się, że większość rzeczy, o które kłócą się ludzie w Polsce (polityka, religia, styl życia), nie jest uniwersalna. W Iranie piłem herbatę z ludźmi, którzy według polskich mediów są fanatykami. Okazali się najbardziej gościnnymi osobami w całej mojej trasie. W Szwecji z kolei poznałem liberałów, którzy mieli uprzedzenia sztywniejsze niż mój ojciec po pięćdziesiątce.

Prawdziwa zmiana to nie jest nagłe oświecenie. To powolne wycinanie pewności siebie, że wiesz, jak wygląda świat. Wracasz do Polski i mniej się kłócisz, bo wiesz, że każda opinia jest uwarunkowana tym, gdzie się urodziłeś i co widziałeś w dzieciństwie.

Podróże nie robią z ciebie lepszego człowieka. Robią z ciebie człowieka, który wie, że nie ma lepszych ludzi: są tylko ludzie w różnych kontekstach.

Pieniądze: od liczenia groszy po nie patrzenie na metki

Pierwszy rok backpackingu przeżyłem za 800 zł miesięcznie w Azji Południowo-Wschodniej. Hostele za 3 dolary, street food za dolara, autobusy nocne zamiast hoteli. Ostatni transfer z Vientiane do Bangkoku spędziłem siedząc na podłodze, bo zaoszczędziłem 4 euro na bilecie z siedzeniem.

Teraz wygląda to inaczej. Nie dlatego, że dorobiłem się milionów: dalej pracuję zdalnie, YouTube nie jest jeszcze moim głównym źródłem dochodu. Zmieniła się hierarchia. W 2023 wydałem 400 euro na lot bez zastanowienia, bo oszczędność 12 godzin w busie była tego warta. W 2015 spałbym w busie, tak samo jak dziś śpię w tańszym hostelu, bo lokalizacja jest ważniejsza niż luksus.

Najważniejsza obserwacja: nauczyłem się rozróżniać koszty od inwestycji. Drogi lot w odpowiednim momencie to inwestycja w czas, w energię, w to, co zobaczę po drugiej stronie. Tani lot o 4 rano, który kosztuje mnie dzień regeneracji, to jest drogi lot, który tylko udaje tani.

Relacje: 63 kraje to też 63 wersje samotności

Nikt nie pisze o tym uczciwie. Instagram pokazuje grupy przyjaciół na plaży w Tulum, a prawda jest taka, że przez większość czasu na trasie jesteś sam. Poznajesz kogoś w hostelu, spędzacie razem trzy dni, wymieniacie Instagramy i już się nigdy nie widzicie. Pierwsze 20 razy to magia. Dwudzieste pierwsze: powoli zaczynasz czuć się jak w pętli.

Najgorsze są święta i urodziny. Moje trzydzieste urodziny spędziłem w Tbilisi, sam, przy stole w restauracji, udając, że nie jem ciasta z okazji. Wróciłem do hostelu i napisałem mamie, że świętuję z przyjaciółmi. Kłamałem. Zasnąłem o 22 z poczuciem, że czegoś spektakularnie nie ogarniam w dorosłości.

Z polskimi relacjami też zrobiło się dziwnie. Znajomi zaczęli mieć dzieci, kredyty, zmieniać samochody. Ja wracałem na dwa tygodnie i nie miałem o czym z nimi rozmawiać. Zadałem kiedyś Arturowi, z którym się przyjaźnię od liceum, pytanie "co u ciebie", odpowiedział półzdaniem i skończyło się. Straciłem wiele przyjaźni nie przez złą wolę, ale przez to, że trajektorie się rozjechały. Zostały dwie-trzy takie, które przetrwały, bo obie strony zainwestowały w to świadomy wysiłek.

Cel vs ucieczka: kiedy pokornie zrozumiałem różnicę

Przez dobre pięć lat uciekałem. Tak, wiem, jak to brzmi, ale to było właśnie to. Każdy kolejny kraj był dla mnie sposobem, żeby nie wrócić do Warszawy i nie zmierzyć się z pytaniem, co ja właściwie robię z życiem. Trasa była wymówką. Plecak był zbroją.

Zrozumiałem to w Kolumbii, w styczniu 2023, kiedy po trzech miesiącach w Medellín złapałem się na tym, że cały dzień siedzę w kawiarni i odpalam YouTube. Byłem w spektakularnym mieście i robiłem to samo, co robiłbym w mieszkaniu na Woli. Uciekanie przestało działać, bo dogoniło mnie to, przed czym uciekałem.

Różnica jest taka: podróż z celem ma kontekst. Wiesz, czemu tam jedziesz, co chcesz zrobić, kiedy wracasz. Ucieczka nie ma żadnego z tych parametrów: po prostu ruszasz dalej, bo stanie w miejscu boli. Dzisiaj przed każdym dłuższym wyjazdem zadaję sobie trzy pytania: po co, na jak długo, co się stanie, jak nie wyjadę. Jeśli odpowiedź na trzecie brzmi "nic", zostaję.

Co robię inaczej teraz

Zmieniło się kilka konkretów, które mogę nazwać:

  • Nie liczę już krajów. Jeśli zapytasz, powiem "kilkadziesiąt", bo sam numer nic nie znaczy.
  • Jeżdżę rzadziej, dłużej. Zamiast 12 krajów po 4 dni, jeden przez miesiąc.
  • Wracam do miejsc. Gruzja trzy razy. Kolumbia dwa razy. Drugi raz widzisz to, czego pierwszy raz nie zauważyłeś.
  • Mam bazę. Warszawa to nie tylko adres w paszporcie: to miejsce, w którym realnie spędzam połowę roku.
  • Odpisuję znajomym w ciągu 24 godzin. Brzmi śmiesznie, ale to była jedyna rzecz, która uratowała mi trzy przyjaźnie.
  • Nie publikuję na Instagramie w czasie rzeczywistym. Wrzucam zdjęcia miesiąc po. Dzięki temu przeżywam moment zamiast go kadrować.

Nie mam przesłania do osoby, która właśnie pakuje pierwszy plecak. Nie powiem "jedź, póki możesz", bo to banał. Powiem tylko jedno: cyfra, którą zobaczysz po dziesięciu latach, nie będzie ważna. Ważne będzie, co z siebie zostawiłeś w tych miejscach i co z tych miejsc wziąłeś do siebie. Reszta to księgowość.

Mentoring AI · 1:1

Chcesz budować tak, jak tu opisuję?

Pokażę ci stack, procesy i błędy, z mojej codziennej pracy.